#602: Bytów/Olimp – Panakeja (yerba mate)

0
113
Panakeja (yerba mate)

Kofeina – ostatnio doszedłem do wniosku, że ciężko mi bez niej funkcjonować. Uwielbiam dobrej jakości herbatę – zwykle zieloną i oolong, ale też lubię białą, żółtą. Najmniej cenię czarną herbatę – jak już to sięgam po jej bergamotkowy wariant, czyli earl grey. Lubię też eksperymentować z kawą i yerba mate. W czasie Wielkiego Postu postanowiłem przez dwa dni w tygodniu rezygnować z tej psychoaktywnej substancji ;). Dziś jest właśnie taki bezkofeinowy dzień, dlatego też dla przekory postanowiłem opublikować recenzję piwa Panakeja z Browaru Olimp w wersji z dodatkiem yerba mate, która już od jakiegoś czasu wisi mi w szkicach.

Z yerba mate mam już do czynienia od ładnych paru (a może już nawet od kilkunastu) lat. Moje początki z naparem z suszu z ostrokrzewu paragwajskiego były trudne. Chyba każdemu ciężko jest od razu polubić ten smak. Jednak się nie zraziłem i kupowałem yerbę różnych marek w poszukiwaniu tych, które najbardziej mi podpasują. Kupiłem sobie też dobrej jakości bombillę oraz okute metalem matero wykonane z drewna palo santo. Dziś po mate sięgam chętnie, choć rzadziej niż po herbatę, czy kawę.

Panakeja już raz pojawiła się na moim blogu i nie było to spotkanie dla mnie pozytywne. Później okazało się, że trafiłem wtedy na eksperymentalną partię z większą zawartością herbaty, która znalazła swoich fanów i trafiła na rynek jako bardziej hardcorowa wersja limitowana. Dla mnie jednak była przegięta, co znalazło odzwierciedlenie w średniej ocenie. W przypadku recenzowanego dziś piwa początkowo myślałem, że herbata earl grey została całkowicie zastąpiona yerbą. Tak jednak się nie stało i w Panakei znajdziemy zarówno jeden, jak i drugi składnik. Ciekaw jestem, czy jeden drugiego nie przykryje.

Podoba mi się etykieta yerbowej Panakei – wersja podstawowa ma granatową etykietę. Tu zdecydowano się na zmianę kolorystyki – wprowadzono kolor żółty z niebieskim motywem postaci tytułowej bogini. Jest czytelnie i przyjemnie dla oka. Kapsel oraz szyjka butelki oblana została czymś w rodzaju laku, a raczej parafiny, albo wosku. W każdym razie w odróżnieniu od znienawidzonego przez wielu laku, ten jest miękki i nie kruszy się.

Styl: american IPA z herbatą earl grey
Ekstrakt:
b/d 
Alk. obj.:
6%
IBU:
50-80

Data przy­dat­no­ści: 21.12.2019 r.

Kolor: Złote, lekko i równomiernie opalizujące.
Piana: Obfita, drobna i gęsta. Jest też trwała – opada do równej, około 0,5-centymetrowej
Zapach: Cytrusowy, przyjemnie herbaciany. Wyraźnie wyczuwalna jest bergamotka.
Smak: Dominantą jest herbata earl grey – przede wszystkim cytrusowa bergamotka, ale też przyjemnie taniczne tło. Finisz jest jakby lekko szorstki, co może być cechą wniesioną przez yerba mate. Goryczka umiarkowana, nieco zbyt długa.
Wysycenie: Umiarkowane, w kierunku niskiego.

Panakeja (yerba mate)

Tak jak myślałem, herbata earl grey zdominowała to piwo, choć jej stężenie jest na umiarkowanym, zbalansowanym poziomie. Nie stawia języka kołkiem, obkurczając błony śluzowe jamy ustnej ;). Yerba mate jest słabo wyczuwalna – jej obecność jest zaznaczona w zasadzie wyłącznie na finiszu, gdzie podbija goryczkę i dodaje takiej ziołowej szorstkości. Przyjemne piwo.

Cena: piwo otrzymane w ramach współpracy ze szczecińskim sklepem specjalistycznym Chmiel – Świat Piwa