Episode 5: Hazy IPABrowar Rockmill, jak już pisałem kilka dni temu, z tegorocznego Konkursu Piw Rzemieślniczych w Poznaniu przywiózł worek medali. Mnie osobiście bardzo to cieszy, bo w pewnym momencie informacje o problemach z jakością piw tego kontraktowca były dla mnie mocno niepokojące. Wszystko wskazuje na to, że zostały już one rozwiązane, a Łukasz Rokicki i Andrzej Miler postanowili trochę poeksperymentować, wypuszczając na rynek piwa z serii Beer Wars, które z założenia mają być warzone tylko raz. Episode 5: Hazy IPA, którym dziś się zajmę, to piąte piwo z tej linii, która tym samym debiutuje u mnie na blogu :).

Browar Rockmill ruszył pod koniec ubiegłego roku – jest to kontraktowiec, który jednak w Browarze Bytów dysponuje kilkoma własnymi tankami. Założony został przez dwóch znanych na zachodniopomorskiej scenie piwnej osób – Łukasza Rokickiego z Białogardu oraz Andrzeja Milera – utytułowanego piwowara domowego ze Szczecina.

Z serią Beer Wars po raz pierwszy miałem do czynienia podczas którejś z imprez w jednym ze szczecińskich pubów. Na kranie wtedy pojawił się Episode 1: Hoppy Witbier, który choć był naprawdę smaczny, to jednak z tradycyjnym witbierem nie miał zbyt wiele wspólnego. Jego recenzja na blogu nie pojawiła się głównie dlatego, że wg mnie warunki pubowe średnio nadają się do dokładnych sensorycznie degustacji. Tym razem Episode 5: Hazy IPA trafił do mnie w butelce, więc nie ma przeszkód, aby wpis na jego temat na mojej stronie się pojawił ;).

Hazy IPA – to inne określenie na new england IPA, czyli wariant dobrze nam znanego nam india pale ale w wersji amerykańskiej. Cechuje się wysoką mętnością oraz intensywnie owocowym aromatem i smakiem, które są skontrowane przez niezbyt intensywną, jak na ten styl, goryczką. W zamyśle ma ono smakować jak sok owocowy, czym new england IPA, aka vermont IPA, bardzo szybko zdobyło sobie serca konsumentów lubujących się w nowofalowym chmieleniu.

Episode 5: Hazy IPA nachmielone zostało dwoma nowymi i wciąż mało znanymi oraz rzadko wykorzystywanymi przez browary odmianami chmielu: Denali oraz Lemon Drop. Ten pierwszy do smaku i zapachu wnosi nuty ananasa, z wyraźnymi cytrusami i żywicznym tłem. Lemon Drop, jak sama jego nazwa wskazuje, charakteryzuje się natomiast intensywnym aromatem cytrusowy, a wręcz cytrynowym, przez co nazywany jest czasem „supercascade’m”. W zasypie tego piwa oprócz słodu znalazły się też płatki owsiane oraz pszenne, których zadaniem jest wprowadzenie gładkiej, aksamitnej tekstury trunku.

Styl: new england IPA
Ekstrakt:
 16%
Alk. obj.:
 6,5%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 12.03.2018

Kolor: Przybrudzone złoto, wyraźnie zamglone.
Piana: Dość bujna, dominują drobne pęcherzyki, choć jest też sporo ciut większych.
Zapach: Wyraźny ananas niezbyt słodkie cytrusy (cytryna, limonka), na drugim planie słodki syrop z sosnowych lub świerkowych pędów.
Smak: Cytrusy, ananas i żywica. Tak w skrócie można określić to piwo. Baza słodowa wytrawna – trzeba się naprawdę dobrze postarać, żeby ją wydobyć spod aromatów chmielowych. Na finiszu specyficzna, jakby trochę chemiczna, średnio przyjemna goryczka, która przez chwilę drapie w gardło.
Wysycenie: Umiarkowane.

Episode 5: Hazy IPA

Gdyby nie ta dziwna goryczka na finiszu, ciężko byłoby się przyczepić do czegokolwiek. Jest to jednak jedno z tych piw, które zdecydowanie lepiej pachną niż smakują. Z całą pewnością piłem lepsze „soczkowe” IPA od Episode 5: Hazy IPA. Co, ciekawe w opisie Lemon Drop znajdziemy wzmiankę o ziołowości w jego profilu – może to ona odpowiada za ten intrygujący i dość zaskakujący finisz. Podsumowując, jest to dobre, ale nie rewelacyjne piwo.

Cena: piwo otrzymane w ramach współpracy ze szczecińskim sklepem specjalistycznym Chmiel – Świat Piwa